Fotografująca wszystko wokół. Wegetarianka.Kociara.Biegająca za wszystkim co warte uwagi.

Uzależniona od adrenaliny, pozytywnych wrażeń i wszelkich estetycznych doznań.

Co z waszymi postanowieniami?

Co z waszymi postanowieniami?

Przyznam, że celowo w styczniu nie poruszałam tego tematu. Już od pierwszych dni stycznia wszelkie portale, gazety i cała prasa, przypominała nam, że oto 365 nowych szans by się zmienić:) Wiem, że część z was reaguje na takie komunikaty jakby ktoś oblał je lodowatą wodą, ja sama miałam tak jeszcze jakiś czas temu, ale na szczęście kilka pomocnych artykułów i kilka książek o pokonywaniu złych nawyków, pozwoliło mi też zmienić przekonania na temat wszelkiego planowania i co za tym idzie, używania planerów.

Nie wiem jak wy, ale ja najczęściej mam tak, że jak czegoś nie zapiszę, to niemal na pewno o tym zapomnę. A jak już nie zapiszę, to na pewno nie uda mi się tego zrealizować. Wiedziałam od zawsze, że notowanie ułatwia mi realizację zadań. Niby zawsze miałam przy sobie jakiś kalendarz, ale często kończyło się tak, że w ogóle z niego po jakimś czasie nie korzystałam.

Te które widzicie na zdjęciach szukałam przez kilka dobrych tygodni i prawdę mówiąc udało mi się je upolować jeszcze w 2017. Chciałam żeby były trzy, każdy z innym zastosowaniem, gabarytami i wielkością. Dlaczego? Jeden największy, miał mieć najwięcej powierzchni do notatek. To w nim chciałam mieć główne notatki jeśli chodzi o bloga i planowanie moich małych podróży. Fakt, że sam już wygląda inspirująco i ma na sobie sentencję “ Enjoy the little things” za każdym razem, kiedy do niego siadam z zaplanowaniem kolejnych postów na bloga jest dla mnie sporą wizualną inspiracją. Jest w formacie A4 a każdy tydzień ma do dyspozycji dwie wielki kartki A4 co naprawdę jest wystarczające, nawet przy moich obszernych notatkach. To rozwiązanie proponuję tym, które naprawdę dużo mają na głowie i standardowy kalendarz jest niewystarczający.

Kupiłam też wydany w pięknej szacie graficznej notatnik “Trust your crazy idea” który jest podzielony na plansze z tygodniami (możecie je swobodnie wyrywać i zamieszczać w formie planerów np na lodówce na kolejny tydzień), zawiera też osobną listę z rzeczami do zrobienia i karteczkami samoprzylepnymi (czyli dla maniaczki wszelkich papierowych rzeczy jak ja, jest wprost idealny!). Ostatni to Bullet Book czyli jak być piękną i zorganizowaną, zawiera najwięcej planów, sentencji i konkretów. Jest mały, więc bez problemu zabierzecie go ze sobą w podróż, do pracy, czy wszędzie tam, gdzie będziecie potrzebować coś zaplanować.

Dlaczego chciałam skorzystać z planerów? Całe życie dużo piszę, ale głównie odbywało się to na jakiś przypadkowych, walających się kartkach. Chciałam mieć maksymalnie trzy kalendarze, takie które połączą kilka najważniejszych dla mnie funkcji. Na tą chwilę muszę przyznać, że korzystam z wszystkich i w sumie ciężko mi wskazać najlepszy.

Oczywiście opcja planerów które proponuję nie musi być dobra dla was. Natomiast to co jest dobre dla każdej z nas, to zmiany i nadanie kierunku swoim zainteresowaniom, pracy, odżywiania czy nawyków. Najważniejsze to zacząć działać, ubrać marzenia w realne plany i podzielić to sobie na małe segmenty do zrealizowania. Ja tak zrobiłam z tym rokiem. Podzieliłam go na cele, cele na miesiące i małymi kroczkami, konsekwentnie zmierzam w kierunku realizacji swoich marzeń. Mam małą nadzieję, że namówię jak najwięcej z was, byście razem ze mną powoli zmieniały coś w swoim życiu <3

Podejmiesz ze mną małe wyzwanie na styczeń?

Podejmiesz ze mną małe wyzwanie na styczeń?