Fotografująca wszystko wokół. Wegetarianka.Kociara.Biegająca za wszystkim co warte uwagi.

Uzależniona od adrenaliny, pozytywnych wrażeń i wszelkich estetycznych doznań.

Hala Koszyki

Hala Koszyki

Chyba nie ma obecnie drugiego miejsca w Warszawie, które budzi obecnie tyle emocji. Część opinii jest taka, że to jedno z najbardziej hipsterskich miejsc w Warszawie, zbierające obecnie całą śmietankę towarzyską. Druga część uważa, że hala koszyki powstała w miejscu dla niektórych warszawiaków kultowym - czyli w miejscu zabytkowej secesyjnej hali z początków  XIX wieku, która po 1949 roku na nowo wyremontowana i na lata została oddana w klimat “ducha społemowskiego,” wypełnionego socjalistycznym klimatem, dawną epoką.

Ja wpadłam tam z koleżankami pewnego zimowego dnia po przejściu 12 km w mocno minusowych temperaturach. Z racji tego, że jako jedyna w gronie nie jem mięsa, zależało mi by pójść do miejsca gdzie każda z nas, bez utrudniania życia pozostałym może zamówić sobie to na co ma ochotę, po czym nie kombinując i nie zmieniając lokalu zjeść wszystkie razem. Idea, że pod jednym, gustownym, industrialnym dachem można zjeść w kilkunastu totalnie różnych miejscach mi przypadła niesamowicie do gustu.

Ale kilka słów o tym jak powstał ten fantastyczny budynek. Budowa Hali rozpoczęła się w 1906 roku i trwała dwa lata, a  jej zaprojektowania podjął się znany w tym czasie architekt Juliusz Dzieżanowski. Część zdobień i rzeźb, których wykonanie zlecił w fabryce, do dziś cieszą odwiedzających w hali. Jej założeniem było, by rozwijający się handel przenieść z przestrzeni otwartej do jednego miejsca tak by zapewnić lepsze warunki sanitarne mieszkańcom warszawy, zresztą fundatorem tej hali targowej było właśnie miasto.

Po pierwszej wojnie miejsce to pełniło funkcje handlowe, dla kilkudziesięciu drobnych, lokalnych przedsiębiorców. Po 1949 kiedy miejsce te praktycznie spalono i zniszczono, przejęło je na lata “Społem” na nowo ożywiając przestrzeń handlową. Powstał tam na lata wielki postkomunistyczny sklep “Społem “ i jego siostrzany twór “1001 drobiazgów”.

Od 2012 obiekt przejęła grupa Gryffin i wystartowała z jego rewitalizacją. Odrestaurowano część pierwotnych szyldów, w tym jeden pisany cyrylicą i odzyskano wiele secesyjnych elementów. Zgodnie z ideą inwestora przestrzeń ta miało na nowo pełnić funkcje targowo-restauracyjną. Parę lat później tak się stało. Przestrzeń wewnątrz wypełniają szczelnie lokale z różnych stron świata pod jednym dachem. W jednym miejscu można spróbować wegańskiej kuchni z “Mango” czy tajskiej. Jest wersja z sushi czy typowo polskie propozycje. W zależności od pory dnia leci dostosowana do niej muzyka, wieczorem są koncerty i dj na żywo. Organizowane są również na jej przestrzeni wystawy sztuki i promowanie artystów, a także warsztaty kulinarne, które byłam podejrzeć na parę minut. Słowem, dzieje się.

Jakoś tak wyszło (żeby nie było, zupełnie nie napierałam), że wszystkie zjadłyśmy posiłek w wegańskim stylu. Porcja pysznych falafeli z kolorowymi hummusami i chlebem pita, ja dodatkowo zamawiałam do tego porcję domowych frytek w http//mangovegan.pl

Super pozytywna obsługa i pyszne smaki. Jadłyśmy te pyszności, rozmawiając i rozglądając się po olbrzymiej i imponującej hali. Mnie urzekł jej industrialny, potężny charakter, głęboka zieleń ścian która nawiązuje do jej pierwotnego charakteru (w XiX wieku miały właśnie zielony odcień), mega pozytywne wrażenie zrobiło też na mnie z każdej strony zaplanowane i przemyślane oświetlenie. Potężne metalowe fasady hali, bar usytuowany centralnie po środku, pozytywny hałas w środku i czułam się w tym miejscu zupełnie swobodnie. Niecodziennie ma się możliwość przebywać w takich wnętrzach z tak szerokim wyborem menu. Mnie cieszy, że mądre inwestycje ożywają takie piękne miejsca i na nowo tętni w nich życie w Warszawie, ale co ja tam wiem, jestem tylko turystką:)

Muzeum Polin

Muzeum Polin

Frytki z Batatów

Frytki z Batatów