Fotografująca wszystko wokół. Wegetarianka.Kociara.Biegająca za wszystkim co warte uwagi.

Uzależniona od adrenaliny, pozytywnych wrażeń i wszelkich estetycznych doznań.

Gdzie w Berlinie zjeść

Gdzie w Berlinie zjeść

 

Nasz kilkudniowy trip do Berlina w dużej mierze oparty był o kilka miejsc które koniecznie chcieliśmy zobaczyć i kilku knajpkach w których koniecznie chcieliśmy spróbować nowych smaków. Tu ogromne podziękowania dla @nnxnnx za podzielenie się świetnymi miejscówkami i wskazówki gdzie koniecznie zajść.

Generalnie, co sobie nie wymyślisz do zjedzenia to jestem pewna, że w Berlinie to znajdziesz:) nie bez powodu nazywany jest mekką hipsterstwa, burgerów i frytek podawanych z różnymi dodatkami.

Moim berlińskim gastronomicznym horrorem zaś nr 1 to na każdym kroku, a już na Alexanderplatz to co jakieś 10 m, to currywurst czyli śmierdząca na kilometr spieczona kiełbaska wsadzona w bułę i obficie polana keczupem (tak, wiem że połowa z was się teraz oblizała):>

Ale zaczynając od początku, mój totalny faworyt :

  • Roamers http://roamersberlin.tumblr.com/

Śmiało mogę powiedzieć że zjadłam tam najlepsze i najładniej podane śniadanie w życiu. Totalnie perfekcyjny wystrój kawiarni: betonowe ściany z zaciekami, industrialne stoliki i krzesła, beton z każdej strony opatulony zielonymi akcentami zwisającymi z sufitu w doniczkach, na parapecie i stolikach. Cieszy oczy. Super wyluzowana obsługa lokalu, ale troszcząca się o klientów i atmosferę lokalu. Roamers mimo niewielkich rozmiarów i tego że stolik stoi przy stoliku i żaden nie stał pusty przez cały czas jak tam siedzieliśmy (a przyznam byliśmy tam dobre 2 h bo wcale, ale to wcale nie chce się stamtąd wychodzić) to wcale nie jest przytłaczający.

Na śniadanie można wybrać kilka fajnych opcji, ja zdecydowałam się na jajka sadzone z avocado i pyszną sałatką z cieciorką, sezamem i sosem vinegre. Do tego pyszna czarna kawka (zdziwienie numer jeden w Berlinie: w każdej knajpie, kawiarni w której byliśmy kawa była tańsza niż herbata:) Miło, naprawdę miło, do tego wszystko super podane, estetycznie dopieszczało zmysły:)

 

  • Burgermesister https://www.facebook.com/burgermeister.berlin

Punkt obowiązkowy w Berlinie w tym samym stopniu co Brama Branderburska. Położony pod torami metra na samej krawędzi Kreuzbergu­. Kolejki podobno ustawiają się zawijając  i trzeba czekać koło pół h żeby doczekać się owianego sławą burgera. Nam na szczęście udało się tyle nie czekać i po jakiś 10 minutach od zamówienia dostaliśmy nasze burgery i frytki polane sosem serowym (ktoś kto to wymyślił jest mistrzem świata). 

K. zamówił klasycznego meisterburgera, ja burgera z tofu w panierce i sosem z mango. Smak? obłed, totalnie świetne połaczenie smaków. Przez kilka kęsów głownie mruczałam: "mmm, spróbuj jakie to pyszne", podjadając polane sosem serowym frytki i myśląc,że jestem w jakimś kulinarnym niebie:) Jedyne czego żałowałam, to tego że mogłąm tak mało zjeść.:) totalnego klimatu szczęscia dodawał fakt, że jedliśmy na jakimś kawałku wolnego betonu (Bo wszystkie miejsca siedzące w pobliżu Burgermeistera były zajęte), nad głowami przejeżdzało rozpędzone metro, ludzie na luzaku na rowerach pędzili przez miasto, cieżko generlanie jest być spiętym człowiekiem w Berlinie:)

 

Idąc dalej dzielnicą Kreuzbergu nie można nie zajść na kawę do totalnie zafixowanej knajpki rowerewej

  • @keirinberlin. http://www.keirinberlin.de/

 

Dla wszystkich fanów rewerowych, ostrych kółek i nie tylko:) Przede wszystkich dla tych, którzy chcą sią napić NAPRAWDĘ MOCNEJ I DOBREJ KAWY. Generalnie po wejściu i krótkiej pogawędce K. z właścielem trochę był zdziwiony że chcę się napić herbaty (i umówmy się z dość dużą pogardą wyrażał się o parzeniu herbaty, hahha) dostałam małą czarną, ale to naprawdę mała czarną, świetnie zaparzoną kawę, i już pierwszy łyk postawił mnie na nogi, K.zrobił nawet zdjęcie i ­mina mówi wszystko.:)

Lokal jest niewielki, wysokie krzesła ustawione głównie przy oknie skąd można podziwiać tętniący zyciem hipsterski Berlin, w środku masa rowerów i tych wiszących na ścianach i tych do kupienia. Za szybą siodełka, ­mercedesy wsród siodełek za miliony euro, haha, częsci do rowerów, rowery do wypożyczenia, zdjęcia rowerów.Totalnie rowerowa, Ostra, Zafixowana Kawiarnia.

  • Sushi.

Moje największe berlińskie zaskoczenie. W mieście curry wurstów i kebabów na każdym rogu ulicy, gdzie za mniej niż 8 euro ciężko coś zjeść innego, odnaleźliśmy jakimś cudem genialną chińską knajpkę z Sushi. Z zewnątrz prawie można pomylić z jakąś sieciówką czyli bezguście bo lokal jak lokal­ wygląd bardzo barowy, z panią dogadaliśmy się pokazując palcem i na palcach ile czego chcemy, ale jak już dostaliśmy na wynos pakę wegetariańskiego sushi i jak usiedliśmy z nim w parku Monbijou to szczęście nie miało końca. Świeżutki rolki sushi do wyboru albo z ogórkiem, albo z avocado, z chińskimi grzybkami a w komplecie oczywiście marynowany imbir, sos sojowy i zielone wasabi. Obłęd. Na dworze było wtedy koło 17 stopni (chociaż to był początek października), wkoło ludzie w parku leżeli na kocykach. Miły czillaut w samym zielonym sercu miasta. Było na tyle pyszne, że przez te parę dni wróciliśmy jeszcze raz i na pewno przy kolejnych wizytach­ paczka na wynos i spokojna konsumpcja w parku będzie obowiązkową częścią wyprawy. Wpominałam już, że taki sushi box sporych rozmiarów kosztował 3 euro? nie? tyle właśnie kosztował:)

 

  • The barn. https://www.facebook.com/THEBARNBERLIN

Minimalistyczna w wystroju kawiarnia połączona z palarnią kawy. Podobno to nowa mekka hipsterstwa :) na tyle popularna że można ją wypić w kilku szczecińskich kawiarniach. Lokal o tyle niespotykany i niepopoprawny, że mamy z wózkami nie mają czego tam szukać bo do środka nie wjadą (stoi wielki potykacz, wózek nie przejedzie), z laptopem nie posiedzisz bo nie ma gniazdek żeby podładować baterię, wifi też chyba nie ma i porozklejane po całym lokalu naklejki że z laptopem się tam nie siedzi. Pewnie i trochę się niektórzy oburzą, szczególnie polscy konsumenci którzy przecież płaca to i wymagają:) ale jak się po przychodzi po to żeby w fajnym miejscu wypić dobrą kawę zaparzoną przez świetnych baristów zagryzając przy tym pysznym domowym ciastkiem, to naprawdę to miejsce robi wrażenie i szczególnie mnie nie dziwi skąd wzięła się popularność tego miejsca.

 

  • Kawiarnia w Hostelu

Najmocniejszym punktem tego hostelu to właśnie totalnie industrialna, nowocześnie odnowiona kawiarnia połączona z recepcją i lobby. To tam warto usiąść wygodnie na jednym z futurystycznych mebli i w spokoju delektować się w pięknym otoczeniu naprawdę niezlą kawą za totalnie rozsądną kwotę. Nad głową spokojnie wisi dzwig holowniczy, a zamaist podłogi czysty beton. Oświetlenie to minimalistyczne zarówki na ciągnących się metrami kablach i tyle wystarczy żeby stworzyć nowoczesny i przytulny design. Kto co lubi, ale estetycznie takie klimaty idealnie wpisują się w klimat miejsc w których czuję się po prostu dobrze i komfortowo, w których kawa w brązowej filiżance pośród betonu i otaczającego metalu smakuje relaxem.

 

  • Restauracja włoska "+39"

Trafiliśmy tam z polecenia dziewczyny z recepcji w hostelu. Kilkanaście przystanków metrem, przesiadka, znów kilka przystanków metrem a dalej jakiś kilometr z buta. Miało być mocno po włosku, klimatycznie, pysznie i super. K zamówił włoski klasyk pizze, ja chciałam podobnie tylko że pastę z dodatkami. Menu wyłącznie po niemiecku i włosku. Żeby uścislić K. dowiedział się i wytłumaczył że chciałabym zjeść makaron. Przychodzi kelner i dostaję trzy zielone kulki... WTF?  Okazuje się jak tłumaczy kelner, że pasta wygląda u nich właśnie tak. Wbijam w tą zieloną sklejoną brejowatą maź widelec, i wracają jak wspomnienie ze szkolnych dantejskich scen jak dostawało się najgorszą breję szpinaku. Smakowało podobnie. Co najdziwniejsze bo fanką szpinaku jestem pod każdą postacią i gratuluję kucharzowi, że tak był w stanie coś spieprzyć. Nie zrobiłam żadnych fot, bo do tej pory na myśl o tych włoskich specjałach mam gęsią skórkę. Nie idzcie tam pod żadnych pozorem bo drogo jak cholera, a brejowate zielone kulki możecie zjeść w barze mlecznym a nie restauracji i pewnie smakować też będzie lepiej. Ta wizyta była bardzo bolesna dla naszych kubków smakowych bo sama pizza K też nie była jakaś wygrywająca:)

  • Wtorkowy targ miejski

Totalnie orientalny klimat zamknięty nad rzeką w dzielnicy Kreuzbergu. Różne przyprawy tureckie, orientalne dodatki, owoce morze, a nawet tradycyjnie parzona turecka herbata podana w maleńkich szklaneczkach. Między straganami budkami z owocami panowie krzyczą tylko "1 euro, 1 euro". Klimat miejskiego, pchliego kolorowego targu w którym mieszają się zapachy kolejnych straganów. I najpiękniejsza sprawa to ­stosy dojrzałych, pysznych avocado za śmieszne pieniądze. Nie mogłam sobie odmówić przyjemności i z targu wyszła z nami cała siatka tych dojrzałych pyszności.

Na liście jeszcze masa fajnych miejsc do zobaczenia, do spróbowania, kto był i poleca jakieś godne miejsca z radością się tam wybierzemy i przetestujemy na własnej skórze.

Dlaczego Berlin?

Dlaczego Berlin?

Szybkie tortille

Szybkie tortille