Fotografująca wszystko wokół. Wegetarianka.Kociara.Biegająca za wszystkim co warte uwagi.

Uzależniona od adrenaliny, pozytywnych wrażeń i wszelkich estetycznych doznań.

California Dreaming II

California Dreaming II

O naszych przygotowaniach do wyjazdu do Cali pisałam tutaj. Wiadomo, że przygotowywaliśmy się do wyjazdu szukając informacji i miejsc które trzeba zobaczyć. Byłam pewna, że skoro tyle zaplanowaliśmy, to mało mnie zaskoczy.

Jesteśmy teraz niedaleko Los Angeles w Redondo Beach. Pomimo że na mapie wygląda to jak część Los Angeles, to okazało się iż samo LA to mały środeczek, a dookoła są osobne miasteczka/dzielnice które razem tworzą wielką masę miejską. I powiem wam jedno: możecie sobie przygotowywać szczegółowo plan wyprawy, ale jedno was zaskoczy tak, że żadne poradniki was na to nie przygotują. Ogarnie was tu taki kalifornijski luz i błogość, której wcześniej nawet bym nie zrozumiała.

Ludzie żyją tu po prostu inaczej. Spokojniej. Aktywniej. Pełniej. I nie chodzi tu tylko o naszą opinię, bo my jesteśmy tu tylko gośćmi na wakacjach, ale o ludzi którzy żyją tu od lat.

Chodzimy tu codziennie biegać, ścieżką która biegnie wzdłuż oceanu przez dobrych kilkadziesiąt kilometrów, my z niej robimy zaledwie kilkanaście..

Po drodze mijamy super zrobione laski i kolesi, którzy mają idealne ciało i opaleniznę a co cieszy najbardziej to widok lasek i kolesi po 60tce i wzwyż, którzy swój wiek mają za nic i biegają, grają w siatkę czy jeżdzą na rowerze jakby wiek nie miał żadnych granic a ograniczenia siedziały tylko w głowie. Coś w tym jest, bo jeden pan którego mijaliśmy po drodze na bank musiał mieć 100 lat a pedałował pod górkę ( nachylenie 35 stopni)  uśmiechając się przy tym

Właśnie uśmiech. Jest coś co może konkurować z pięknem krajobrazów tutaj, z widokiem zachodów słońca nad szumiącym Oceanem. Z widokiem półpustynnych krajobrazów i monumentalnych wzgórz okalających Ocean.

Klimat tego miejsca tworzą ludzie. Uśmiechają się do siebie wszyscy i wszędzie niezależnie od wieku i miejsca. Zakładają sobie te składane krzesełka na plecy z którymi idą na plażę w japonkach i z deską surfingową w drugiej ręce. Z totalnym luzem i beztroską chodzą po ulicach ciesząc się z życia.

Piszę tego posta leżąc w małym parku pod drzewem które daje idealny cień na idealnie przystrzyżonej trawie z której mamy najlepszy widok na świecie na Ocean i plażę, w koło chodzą ludzie z psami i każdy się do nas uśmiecha.

Więc leżymy sobie na tej trawce, wcinając "baby" marchewkę z organicznej plantacji i zagryzając organicznymi orzeszkami nerkowca, patrzymy się na Ocean i widok który jest zaraz koło nas. Co chwile śmignie koło nas jakaś parka emerytów na rolkach albo deskorolce i masz już poczucie że tutaj życie toczy się zupełnie innym rytmem i według innych zasad. 

Nie pamietam czy wspominałam wam, że ten miesiąc jest dla nas szczególny jeszcze z jednego względu, ponieważ przez ten czas chcemy żyć wegańsko z produktami z ekologicznych hodowli i sprawiedliwego handlu. Chcemy zobaczyć jak to wpłynie na nas (do tej pory byłam od ponad trzech lat wegetarianką). Na razie widzę, że zasypiam jak dziecko, poprawiła mi się cera, i jestem o wiele bardziej promienna i szczęśliwa niż jeszcze tydzień temu (chociaż to może być akurat reakcja wiązana z Cali):) Cudowne jest też to, że bycie wegetarianinem albo nawet weganinem w Kaliforni, to o wiele łatwiejsza sprawa niż w Szczecinie. Mnie nawet w zachwyt wprowadziły sklepy spożywcze z wielkimi rzędami lodówek w których kolejno piętrzyły się rzędy z kolejnymi lodówkami wypełnionymi sałatami, szpinakim, gotowymi sałatkami, sałatkami owocowymi i wegańskimi lodami<3 Jak zobaczyłam wegańską wołowinę z tofu to zwariowałam ze szczęścia.

Jeśli macie więc trochę wolnego czasu i potrzebujecie uciec od widoku smutnych ludzi jedzcie do tej krainy, wypełnionej niebem bez chmur, ciepłym Oceanem z falami przez które nie będziecie mogli przeskoczyć. Gdzie trawniki są czyste i zielone a ludzie nie przestają się uśmiechać. I to zarówno w sklepie spożywczym, w restauracji, czy na plaży. Gdzie trasy do biegania wbijają w ziemię, a dobra pogoda się nie kończy.

Tym ogólnym zarysem Kalifornii zapraszam was na naszą miesięczną podróż, w której zabiorę was do niesamowitych miejsc, pięknych widoków i tras biegowych które będziemy chcieli wam pokazać. Juz przygotowuje dla was kolejnego posta o niesamowitym miejscu, Palos Verdes, gdzie mieliśmy przyjemność wczoraj biegać i było to moje najbardziej unikalne przeżycie biegowe.

ps.kończę pisać posta a okazuje się ze w parku na wzgórzu na którym jesteśmy kilka osób zaczęło znosic plastikowe krzesełka. Kobiety ubrane w lużne kiecki, serdecznie się witały. Sądziłam więc ,że to spotkanie jakiś znajomych póki nie przyszedł pastor i ubrany na biało mężczyzna.

Za chwilę będziemy na tym wzgórzu świadkami ślubu<3 aż się wzruszyłam:) Uroczy ten pastor jest kiedy z charyzmą mówi o małzeństwie. Piękna sprawa 

Palos Verdes

Palos Verdes

California Dreaming

California Dreaming