Fotografująca wszystko wokół. Wegetarianka.Kociara.Biegająca za wszystkim co warte uwagi.

Uzależniona od adrenaliny, pozytywnych wrażeń i wszelkich estetycznych doznań.

O tym jak zostać Ironmanem i nie zginąć!

O tym jak zostać Ironmanem i nie zginąć!

Gdy usłyszałam pierwszy raz w życiu o triathlonie Ironman pomyślałam, że to nie jest możliwe.  W tym czasie w ogóle wydawało mi się, że przebiegnięcie choćby kilometra musi skończyć się dla człowieka źle.  Od tego czasu minęło dobrych 10 lat i na szczęście zmieniło mi się zdanie na temat sportu jako takiego. 

Nadal jednak próbuje w wyobraźni objąć ogrom wysiłku jaki musi włożyć człowiek żeby uprawiać tą dyscyplinę.  Jak możliwe jest że jednego dnia człowiek jest w stanie przepłynąć około 4 km (3,86), potem przejechać rowerem 180 km by na końcu przebiec maraton? 

Na całość każdy ma 17 godzin w których człowiek spala kilka tysięcy kalorii jednego dnia.  Wyścig trwa zazwyczaj od 7 rano do północy a ukończenie w 12 godzin to całkiem dobry czas.  Profesjonalni triathlonowcy i elity sportu kończą w około 8 godzin, niektórzy juz przebili 8 godzin i kobiety nie daleko za nimi w około 9 godzin.

Miałam szczęście w życiu poznać dwójkę takich ludzi. W dodatku parę. Jakby tego było mało gdy  patrzysz na śliczną, szczupłą kobietę jaką jest Nela, która uśmiecha się promiennie do każdego istnienia wokół siebie, to  ciężko uwierzyć, że ma w sobie wolę i determinację wojownika, którego mało co jest w stanie złamać.

Miałam okazję widzieć treningi tej dwójki, gdy w pełnym słońcu, wbiegali pod mordercze góry. Tutaj kazali sprostować że mordercze góry to znaczy wiele rzeczy dla różnych ludzi i jeszcze sobie ludzie pomyślą że na Mount Everest wbiegają. Dla mnie to był początek trasy, dla nich jedynie ułamek wielomilowej trasy.

Poznajcie dwójkę najbardziej inspirujących ludzi jaką miałam okazję spotkać w życiu.

 

Zacznę chyba najbardziej typowym pytaniem jakie można zadać odnośnie biegania. Jak zaczęła się wasza przygoda z bieganiem? Kiedy to było?

Nela:  Moje pierwsze zawody to bieg na 5 km, chyba w 2008 roku jeśli dobrze pamiętam. To był taki bieg charytatywny organizowany przez jeden z banków w mieście więc wiele firm, ich pracownicy brali w nim udział. Trenując na ten bieg pamiętam że nawet nie mogłam przebiec tego dystansu bez zatrzymywania się. 

Fot. Tomasz Jakubowski

Fot. Tomasz Jakubowski

Zapisałam się jeszcze drugi raz ale nie trenowałam wystarczająco i nadal ciężko było mi przebiec 5 km. Pewnego wieczoru oglądaliśmy relację na żywo z triathlonu Nowojorskiego (wtedy jeszcze nazywanego Nautica Triathlon). Był to wyścig na tak zwany Olympijski dystans.  Nie zapomnę jak widziałam jednego z zawodników który dał z siebie już wszystko na ostatnich metrach i pod uginającymi się nogami, ledwo co dobiegł do mety. Obróciłam się do Tomka i zapytałam,  myślisz że dała bym rade to kiedykolwiek zrobić?  Tomek się spojrzał i bez namysłu powiedział, No Pewnie!  On z reguły jest raczej optymistą ale mi to mi wystarczyło.  Nie myślałam jeszcze wtedy ze nie umiem pływać ale wiedziałam że pora się nauczyć bo nie było innego wyjścia.

Tomek:  Jak długo pamiętam to nigdy nie przepadałem za bieganiem, właściwie nawet teraz często robię się leń i się nie chcę ruszać ale też nigdy nie żałuję jak wyjdę i się przebiegnę nawet te 5 km.  W podstawówce nasz nauczyciel od przysposobienia obronnego był maratończykiem.  Fajny był z niego gość i w jakiś sposób dowiedział się że ja i moi koledzy lubimy sobie biegać dookoła naszego osiedla, co było raptem chyba 3 km.  Od razu nam powiedział że to za mało i zrobił nam mały plan treningów biegania więc z osiedla biegaliśmy do Puszczy Bukowej.  Biegaliśmy regularnie ale moi kumple byli szybsi i ja zawsze byłem z tyłu.  Nie miałem z tym problemu bo lubiłem ten wysiłek i jak się po nim czułem.  Szybko przesuwając czas do przodu gdy już mieszkałem w NY to trafiła mi do rąk książka ultra maratończyka Dean Karnazes Ultramarathon Man, Confessions of an all night runner.  Wciągnęła mnie jego historia na tyle ze zaraz po skończeniu tej książki złapałem mapę Nowego Jorku i obrysowałem trasę z Brooklynu, przez most Brooklynski, na górny Manhattan, dookoła parku centralnego i z powrotem do Brooklynu.  To razem wyszło około 16 mil.  Nie trenowałem na to wcale i w ogóle to było głupie ale do tej pory pamiętam to jako jeden z najlepszych biegów jakie miałem.  W tym biegu doświadczyłem swój pierwszy odcisk albo raczej odciski na tyle solidne ze zaczęły krwawic.  Buty miałem nie dopasowane i grube bawełniane skarpety co raczej jest nie wskazane do biegania no i doznałem pierwszy skurcz od biegania.  Śmieję się z tego teraz ale to mi uświadomiło że my jesteśmy wstanie dokonać o wiele więcej niż sobie wmawiamy ze jest możliwe.

Fot. Tomasz Jakubowski

Fot. Tomasz Jakubowski

Marianela, patrząc na Ciebie teraz można sobie tak pomyśleć, że od dziecka umiesz pływać i jeździć na rowerze. Wiem jednak, że nauka tego przyszła dobrych parę lat później. Możesz powiedzieć co takiego wpłynęło na Ciebie że postanowiłaś spróbować?

Nela: Coś się we mnie obudziło i wiedziałam że muszę zrobić swój pierwszy triathlon. Do tego zawsze miałam strach przed utonięciem i wiedziałam że muszę w końcu stanąć w twarz z moim strachem. Wiedza że umiesz pływać i to dłuższy dystans uspokaja. Nigdy nie wiadomo kiedy to się może przydać. Wiec od razu się zapisałam na ten sam triathlon co oglądałam ale na przyszły rok.  Nie potrafiłam w ogóle pływać, nawet pieskiem, a na szosówce też nigdy w życiu nie jechałam. Ale jedno co wiem to to że jak postawisz sobie cele których się boisz i podejdziesz do nich z respektem i uwaga to wszystko się ułoży tak jak ma być.  Wiec szybko znalazłam małą grupę początkujących triathlonistek, i znalazłam świetnego trenera który nauczył mnie pływać. Ten pierwszy triathlon był najstraszniejszym przeżyciem jakie doświadczyłam do tej pory, ale przeżyłam i wiedziałam że to nie będzie koniec moich przygód z tym sportem.  

Fot. Tomasz Jakubowski

Fot. Tomasz Jakubowski

Fot. Tomasz Jakubowski

Fot. Tomasz Jakubowski

 

Ile lat minęło od waszych pierwszych w miarę profesjonalnych treningów do momentu kiedy wystartowaliście w zawodach?  

Tomek: Nie bardzo rozumiem co masz na myśli jeśli chodzi o profesjonalne treningi ale treningi były z reguły układane pod dane biegi czy triathlony.  Niektórzy przebiegną 5 km i potem od razu się zapisują na Ironman, my to raczej podeszliśmy metodą małych kroczków. Krótkie triathlony, sprint, olympic, potem trochę pół Ironmanów i w końcu odwazyliśmy sie na Ironman.  Marianela miała trenera który układał jej rozkład treningów i porady a ja trenowałem z nią.  Tak było łatwiej i przyjemniej.  

 

Fot. Tomasz Jakubowski

Fot. Tomasz Jakubowski

Jak bardzo fakt, że postanowiliście uprawiać sport niczym zawodowo zmieniło wasze życie i nawyki?  

Tomek: Największa zmiana to to o czym już wspomniałem wcześniej, że my wszyscy jesteśmy wstanie osiągnąć o wiele więcej niż na co sobie pozwalamy.  Ta świadomość ułatwia podejmowanie innych decyzji w życiu, np związanych z kariera, rodzina, biznesem. Ciekawe jest że kiedyś golf był sportem bardzo popularnym wśród biznesmenów i triathlon jest teraz w tym kręgu bardzo popularny.  Jeśli patrzysz na przekrój ludzi którzy kończą Ironmany to nie tylko wysportowani, młodzi ale także ludzie o szerokim przekroju wiekowym, kondycji, wyglądzie czy nawet niepełnosprawni. Jestem przekonany że każdy jest w stanie być Ironmanem.  Widziałem to wielokrotnie.  Musisz mieć ten powód żeby to zrobić, i każdy ma inny.  Potem już rozkładasz drogę do celu na części, z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień, znajdujesz nowych przyjaciół którzy wolą pobiegać i wskoczyć na rower zamiast iść na browarka, znajdujesz trenera, ulepszasz dietę, dzień masz ułożony od rana do wieczora bez zbędnych czynności które odpychają cię od celu, budzisz się każdego rana i myślisz jak to będzie kiedy staniesz na starcie twojego pierwszego maratonu czy Ironmana i aż cie ciarki przechodzą, trochę ze strachu i trochę z podniecenia.

z archiwum prywatnego Neli

z archiwum prywatnego Neli

z archiwum prywatnego Neli

z archiwum prywatnego Neli

Czy pamiętacie kogoś w swej sportowej przygodzie kto was zachwycił? Swoją determinacją, może wiekiem? Pytam, bo coraz częściej mówi się, że ograniczenia istnieją tylko w głowie. Coraz częściej ultramaratony kończą coraz starsi ludzie, a startują Ci, którzy teoretycznie w ogóle nie mają możliwości czyli ludzie którzy potrafią biegać, albo rodzą się np bez nogi. Mieliście okazję spotkać kogoś takiego?

Tomek: Osobiście znamy kilku biegaczy po 60'tce którzy do tej pory są wstanie przebiec maraton poniżej 4 godzin i zawsze sobie wtedy myślę że chcę być w zdrowiu na tyle długo żeby być aktywnym jak najdłużej.  W NY poznaliśmy Hectora Picarda który był elektrykiem i stracił obie ręce podczas pożaru. Nigdy głupiej się nie czułem jak gdy go poznałem i podałem mu moja rękę do przywitania się ale jego proteza akurat była w plecaku. On się zaśmiał a ja się chciałem zapaść pod ziemie. 

Na pewno macie mnóstwo pięknych wspomnień związanych z bieganiem i startami w różnych częściach świata. Jednak co uważacie, że było najtrudniejszym przeżyciem? 

Nela: Chyba US Ironman Championship w NY w 2012 roku. To był inauguracyjny wyścig z częścią w New Jersey i Nowym Jorku.  Bieg był wtedy bardzo trudny jak dla mnie, z dość dużą zmianą terenu i do tego było bardzo duszno i gorąco ( jak to z reguły jest w NY w lecie).  

Archiwum Tomka.

Archiwum Tomka.

Tomek: Dla mnie chyba Fuego y Agua 50k w Nikaragule. To taki trochę zwariowany bieg gdzie się wspinasz na wulkan obrośnięty bardzo gęstą i mokra dzunglą na wyspie Ometepe. To było raczej na początkach naszych przygód z bieganiem i nie byłem chyba na to gotowy.  Nigdy od tej pory nie miałem gorszych odcisków jak wtedy od przemoczonych stóp, pamiętam miałem problemy z chodzeniem przez kilka dni ale wspomnienia są świetne.

Jak na co dzień wyglądają wasze treningi? Planujecie jakieś specjalne trasy? 

Tomek: Różnie to bywa, ale weekendy są z reguły zajęte jakimiś wyprawami na szlaki czy bieganiem po okolicznych ścieżkach. Od poniedziałku do piątku jeśli nie mamy w planach jakichś bliskich biegów to po prostu idziemy się przebiec dla przyjemności.  Spotykamy się z kilkoma grupami, z jednymi biegamy w niedziele po okolicznych parkach, z innymi trenujemy na bieżni raz w tygodniu. W tygodniu nic przyjemniejszego niż kilka mil na plaży.  Chyba powoli zaczynasz rozumieć, ze my to raczej biegamy dla przyjemności.  Wiele osób ściga się z samymi sobą, żeby ulepszyć swój czas 5k, 10k, maratonu i nic w tym złego, dla nas bardziej teraz ważne są doświadczenia i przeżycia związane z bieganiem w pięknych miejscach.  W przygotowaniach na dłuższe Ultra biegamy więcej i z reguły według jakiegoś planu z książek czy internetu. Np.  przygotowując się na 100km w Arizonie mieliśmy kilka weekendów gdzie trzeba było przyzwyczaić nogi do długich dystansów co nakazywało np zrobienie maratonu w sobotę i pół maratonu w niedziele.  Pomaga to przyzwyczaić się do biegania w trochę zmęczonym stanie.  

Wiem, że dużo sami czuwacie nad waszymi treningami, czytacie specjalistyczne książki i pisma. Korzystaliście z usług trenera na którymś z etapów waszej sportowej drogi? 

Nela:  Jeśli chodzi o bieganie to nie mamy trenera ale w czasach jak uprawialiśmy triathlon dość religijnie to miałam świetnego trenera który mi w tym pomagał.  Dobry trener bardzo może pomoc bo szczerze, nie łatwo jest trenować 3 dyscypliny naraz.  

Fot. Tomasz Jakubowski

Fot. Tomasz Jakubowski

Moglibyście powiedzieć co czuje i co myśli człowiek który biegnie np 50 kilometr? Jak reaguje na taki nadludzki wysiłek ciało?Jakie się ma myśli? 

Tomek: Znane jest to, że jak biegniesz maraton to na mili 20, 21 ludzie często przezywają swoją pierwsza ścianę, czyli nagle jest się bez sił, tempo spada drastycznie i ostatnie mile jest ciężko skończyć.  Staje się to czasami gdy większość zapasów glukozy jest już zużyte, za mało się trenowało i może po prostu miało się cienki dzień.  Z ultramaratonami to tak jest, że takie ściany można mieć przyjemność przeżywania kilka razy na jeden wyścig. Z czasem zna się to uczucie i z doświadczenia wiesz że pora trochę odpuścić, zjeść, napić się i przypomnieć sobie ze robisz to z wyboru, ze inni nie mogą zażyć tej przyjemności i cieszyć się tym momentem bo ich nie będzie w nieskończoność.

z archiwum prywatnego Neli

z archiwum prywatnego Neli

Jesteście oboje weganami, nie jecie nabiału, ryb, mleka. Za to podczas intensywnych treningów tracicie ogromne ilości kalorii. Możecie powiedzieć jak wygląda wasza dieta na co dzień? 

Tomek: Będąc weganami z ilością kalorii to raczej nie mamy problemów i jak wiesz, my lubimy sobie pojeść ale jedna zaleta która jest powtarzana przez wielu weganów jest taka że po treningach czują że szybciej wracają do formy i gotowości na następne treningi.  Wiem ze to może nie jest potwierdzone naukowo ale faktem jest ze warzywa, owoce nie wymagają tak dużo energii od organizmu żeby być strawione w porównaniu do schabowego, wiec ma się więcej energii na inne czynności.  Z białkiem tez nie ma problemu.  Fasole wszystkiego rodzaju, Quinoa, Kasza, Tofu, płatki owsiane. Białko jest dostępne w wielu warzywach, fasolach, ziarnach, w orzechach.  Jeśli tylko pomartwimy się o to żeby jeść dobrą, urozmaicona dietę bez mięsa i nabiału to białko nie będzie problemem.  Ważniejsze jest żeby pamiętać o błonniku i na szczęście jak się je czysta dietę roślinną to z ty mnie ma problemu.   Jeśli chodzi o nas to z rana z reguły jest owsianka na mleku migdałowym z mrożonymi jagodami i truskawkami, na lunch, często jakaś fasola z ryżem, albo zupy z soczewicy z chlebem pełnoziarnistym, czasami robimy takie geste smoothies z jarmużem i szpinakiem, cytryną, miętą, jagodami i bananami, trochę chia do zagęszczenia i jest gotowe.  Na kolację z reguły coś ukuchcimy razem.  Z reguły zawsze będzie jakaś fasola, grzyby, avocado, jakaś duża sałatka, ryż, kasze czy słodkie ziemniaki/bataty.  Wbrew trendom nie boimy się węglowodanów.  

Fot. Tomasz Jakubowski

Fot. Tomasz Jakubowski

z archiwum prywatnego Neli

z archiwum prywatnego Neli

 

Co jecie w czasie wyjazdów, kiedy zdarza się wam brać udział w ultramaratonach? Ostatnio biegliście przecież w ultramaratonie po pustyni.  

Tomek: Staramy się zawsze abyśmy mogli sobie sami coś ugotować albo korzystać z lokalnych restauracji. Te pustynie w stanach to zawsze maja cywilizacje dość blisko wiec nie ma z reguły problemu żeby coś ze sobą zabrać do namiotu czy hotelu.  Jest wiele nie wegańskich restauracji gdzie można coś dobrego z menu złożyć żeby było wegańskie.  Dlatego chyba tak bardzo lubię meksykańskie jedzenie bo bardzo łatwo je zweganizować.

 

Jakie są wasze największe biegowe inspiracje? Czy jest ktoś z kogo czerpiecie inspiracje? Ktoś kto mimo waszych osiągnięć wam imponuje?  

Tomek: Nie szczególnie, tzn są gwiazdy tego sportu co wiele osób zna i podziwia i my też ale dla nas to nie jest pościg o najszybszy czas i jak być tak jak inni ale raczej chodzi o ustanowienie nowych celów, przeżyć, zobaczenia pięknych miejsc z bliska na nogach. Czas spędzany na szlakach biegowych w naturze, planowanie nowych miejsc gdzie możemy pojechać i startować w zawodach na 50, 100 km dla samego przeżycia.  W tym roku poważnie myślimy o zrobieniu pierwszej sto milówki i czuje te nerwy jakby się trenowało na pierwszy Ironman.

Czy macie jakieś rady dla ludzi, którzy planują zacząć swoją przygodę związaną z bieganiem i sportem? Na co szczególnie warto zwrócić uwagę?  

Najważniejsze to podjęcie decyzji ze czas na zmianę.  Poszukaj sobie ten jeden powód który jest dla ciebie najważniejszy, czy dla zdrowia, czy wyglądu, na początku możesz mieć banalne powody ale jak masz ten cel który chcesz zdobyć to wszystko się potem układa w tym kierunku. Poznaj nowych ludzi co lubią biegać, teraz dużo jest grup czy klubów co się regularnie spotykają i biegają dla przyjemności. Jeśli większość twoich znajomych lubi biegać czy by aktywnym to i ty będziesz.  Niestety działa to też w odwrotnym kierunku więc uważaj na swoje otoczenie.  Bieganie to najłatwiejszy i najmniej skomplikowany sposób na aktywność fizyczną.  Ludzie są zbudowani do tego żeby biegać i to długie dystanse.  Nasze wygodne życie zepchnęło nas z tego naturalnego sposobu utrzymywania zdrowia.  Wielu pracuje za biurkiem przez 10-12 godzin dziennie i ma to fatalne skutki na nasze zdrowie. To nawet nie jest myślenie o przygodach tylko trzeba się ruszać dla zdrowia ciała i umysłu.

Hello TK Maxx!

Hello TK Maxx!

Pierwszy trip nad morze tego roku

Pierwszy trip nad morze tego roku