eatrunlove.pl_47584251_544163262767585_6168187812502275470_n.jpg

 

Fotografująca wszystko wokół. Wegetarianka.Kociara.Biegająca za wszystkim co warte uwagi.

Uzależniona od adrenaliny, pozytywnych wrażeń i wszelkich estetycznych doznań.

Trzy filmy które was wzruszą, chociaż każdy z innych powodów.

Trzy filmy które was wzruszą, chociaż każdy z innych powodów.

Nie wiem czy należysz do ludzi którzy wzruszają się i płaczą na filmach. Są tacy, którzy będą się zapierać rękami i nogami, że w życiu na niczym nie spadła im ukradkiem łza. Są tacy i ja wpisuje się w to grono, którzy kino traktują niczym dwugodzinne katharsis, które pozwala przez dwie godziny przeżyć emocje głównych bohaterów, poznać ich świat a przy tym totalnie i absolutnie podczas takiego seansu oczyścić się ze wszystkich tkwiących we mnie emocji.

Mój ulubiony krytyk filmowy Zygmunt Kałużyński mówił “Trzy czwarte człowieka to jego życie wewnętrzne, w znacznej części na pół świadome, i kino, jak może żadna inna sztuka, potrafi je odtworzyć.”  Dla mnie to doskonała definicja tego jak można na ekranie przerobić wszystkie emocje, wchodząc w role które przez średnio dwie godziny widzimy na ekranie. Dlatego chcę się z wami podzielić trzema filmami, które w ostatnim czasie gdzieś tam we mnie namieszały, poruszały mi w bebechach i pozostawiły na koniec z szeregiem przemyśleń. Zatem chusteczki w dłoń, bo zapewniam was, że łzy polecą.

Mój piękny syn (2018)

Jeśli jesteś w stanie popłakać się widząc tylko zwiastun filmu, to miej świadomość,że reszta filmu upłynie Ci w podobnym nastroju i klimacie. Przepięknie i subtelnie opowiedziana historia nałogu i bezwarunkowej miłości rodziców do ich uzależnionego od narkotyków syna. Jak w tym brutalnym świecie znaleźć miejsce na taką cierpliwą, dobrą i nie wymagającą niczego w zamian miłość? Nakręcony bez charakterystycznego patosu, który jest charakterystyczny przy tej tematyce.Nie było drastycznych scen, upodlenie człowieka do wszelkich granic, nihilistycznej postawy złamanego narkomana  i morza beznadziei. Była za to wylewająca się z każdego nadrobniejszego kadru miłość i nadzieja,że warto walczyć mimo wszystko.To jest wystarczająco dobry powód, żeby zobaczyć ten film o niszczącej sile nałogu, bo to zdecydowanie coś innego, niż setki podobnych obrazów w kinie. Wzruszycie się dziesiątki razy, zirytujecie nad bezmyślnością, poruszy was siła uzależnienia.Kilka scen, dosłownie zmiotły mnie z ziemi i przewróciły z wrażenia swoją delikatną i wiszącą w powietrzu miłością.

A Timothée Chalamet w roli Nica stojący ciągle nad narkotykową przepaścią doprowadzał mnie swoją postacią i grą aktorską do zupełnie skrajnych emocji.To zdecydowanie jeden z aktorów młodego pokolenia, który swoją grą aktorską zgarnia całą uwagę na siebie.

Cudowny chłopak

Ciężko jest być innym w świecie, w którym każdy wymaga od nas perfekcyjności. Jeszcze trudniejsze jest to dla 10 letniego Auggiego, który od urodzenia ma zdeformowaną twarz. Aby chłopak mógł normalnie żyć i funkcjonować jego rodzice  zaraz po jego urodzenia podjęli walkę o niego i jako maluch przez lata przeszedł szereg operacji. Może żyć, oddychać, widzi i słyszy, natomiast jego twarz różni się od twarzy większości dzieci w tym wieku. Nigdy jednak nie będzie wyglądał jak większość ludzi wokół. Mimo, że owszem cały film jest trochę ckliwy, ba nawet naiwny to jednak Julia Roberts w roli mamy, próbującej za wszelką cenę ochronić swojego syna przed złem całego świata jest na tyle przekonująca i wiarygodna, że ciężko tego filmu “nie kupić”. Scena w której tłumaczy swojemu synowi że “„Serce to mapa, która pokazuje dokąd iść, a twarz, to mapa, która pokazuje gdzie byłeś. I to nigdy nie jest brzydkie” gwarantuje ci mimowolny skurcz serca. Bo jak wytłumaczyć chłopcu który najbardziej komfortowo czuje się w kasku astronauty ( bo tak nie widać jego twarzy), że świat w koło niego nie jest groźny i może czuć się bezpieczny. Że każdy z ludzi wokół niego też zakłada jakieś “maski” na potrzeby akceptacji swojego otoczenia.

Mimo że “Cudowny chłopak” to film bardzo prosty w odbiorze, o nieskomplikowanej fabule i scenariuszu, to wiele możemy się z niego nauczyć o samotności, byciu wyobcowanym, przyjaźni, szacunku dla kwestii których nie rozumiemy i pokory wobec tego, na co nie zawsze mamy wpływ.

Zimna wojna

Pamiętam, że jak poszłyśmy z Joannavi na ten film do kina zaraz po jego premierze, to siedziałam oniemiała patrząc na ekranie na Joannę Kulig w tym pogrążonym w ciemności kinie i próbowałam sobie przypomnieć kiedy jakaś aktorka zrobiła na mnie takie wrażenie, że nie mogłam oderwać od niej oczu. Wprost promieniała, była zachwycająca, pociągająca i każdą scenę w tym filmie umiała zagrać z taką lekkością, że nawet teraz kilka miesięcy po obejrzeniu mam przed oczami głównie ją. Zdecydowanie rola życia Joanny Kulig i radują mnie ogromnie wszelkie doniesienia w prasie o tym, że ta rola przyniosła jej kolejne nagrody i wyróżnienia.

Zagrała bowiem cudownie, z niebywałym talentem wcielając się w jedną z głównych postaci w filmie. Zimna wojna to dramatyczna opowieść o miłości, która nie zawsze jest dobra, o uczuciach które nie mają prawa się przytrafić i o sile namiętności, której nie da się kontrolować. W tle filmu dzieją się polityczne rozgrywki w Polsce, Rosji, Francji i na tle tych wydarzeń, próbują odnaleźć siebie i swoje uczucia główni bohaterowie. Z jakim skutkiem? Zobaczcie sami.

Wiem, że film budzi spore emocje. Warto go zobaczyć z wielu względów i uważam, że polskie kino czekało na coś takiego. Piękne, niemal fotograficzne ujęcia, przejmujące główne role bohaterów, w tle romantyczny Paryż, skrajne emocje które targają głównymi postaciami, a do tego genialna muzyka i Joanna Kulig jako femme fatale. Dodajcie do tego klimatach czarno-białych ujęć do jakich przyzwyczaił nas Pawlikowski, zadymione jazzowe bary, wypełnione artystyczną nostalgią, smutno mruczanymi piosenkami w tle a wyjdzie wam filmowy obraz, który na pewno chcecie zobaczyć.

Być przy narodzinach żółwia? Bezcenne!

Być przy narodzinach żółwia? Bezcenne!

Pieniądze szczęścia nie dają, ale podróże już zdecydowanie tak.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale podróże już zdecydowanie tak.