Fotografująca wszystko wokół. Wegetarianka.Kociara.Biegająca za wszystkim co warte uwagi.

Uzależniona od adrenaliny, pozytywnych wrażeń i wszelkich estetycznych doznań.

Country Life. Czyli jak znalazłam się na końcu świata.

Country Life. Czyli jak znalazłam się na końcu świata.

Nowy rok przywitałam w okolicznościach przyrody o jakich można tylko pomarzyć. Nie mogę wam zdradzić gdzie, ale wyobraźcie sobie miejsce na końcu świata, jak z naszego dzieciństwa, kiedy jeszcze nie było internetu, iphonów i żyło się trochę prościej:)

0 (20).jpg

Miejsce w którym kończy się WiFi, a zaczyna szczęście. Przez kilka dni nie miałam zupełnie zasięgu, nagrywałam tylko fragmenty, byście razem ze mną pobuszowali po wiejskich zakamarkach. Ogromny, wiejski dom z kamiennymi podłogami i drewnianymi ramami okien, przez który codziennie podglądałam leśną stronę tego miejsca. Ranki zaczynały się od pieczonych bułek w kamiennym piecu, ręcznie robionym maśle i przepysznej czarnej kawy zaparzonej w uroczo uszczerbionym kubku. W telewizorze jak z innej epoki nie leciało nic innego jak koncerty fortepianowe Mozarta i od rana rozmawialiśmy w zasadzie o wszystkim.

Takie magiczne miejsce, gdzie poczułam się zupełnie jak w domu, chociaż nasz oddalony jest wiele kilometrów od niego. To tam z kubkiem gorącej kawy, wybiegałam niczym w “Panu Tadeuszu” w kapciach i szlafroku, bo codziennie rano tutejsza kura zostawiała nam niczym najcenniejszy skarb , jedno wykwintne jajko obwieszczając to donośnie gdakaniem:)

To w tym miejscu zobaczyłam najpiękniejsze deski świata, które w słońcu błyszczały niczym sztabki najcenniejszego złota. Zdecydowanie zgadzam się, że w niektórych miejscach czas zwalnia i toczy się własnym rytmem. Poza zasięgiem sieci komórkowych, nagle się okazało że jest czas w ciągu dnia patrzeć nieskończoną ilość razy w czyste niebo, patrzeć na szumiący las z kubkiem grzańca czy w nieskończoność głaskać kotka, który przez kilka dni towarzyszył każdej naszej kawie czy jedzeniu, a na pobliskich spacerach trzymał się nogi jak wytresowany pies. Tam czas zwolnił tak, że nie zorientowała się nawet pogoda. Dlaczego? Początek stycznia a mi udało się nazbierać w przepięknym lesie całą garść kurek a później usmażyć do nich przepyszną jajecznicę.

Drobnostki, co? Ale to one składają się na takie poczucie absolutnego szczęścia i poczucie przebywania w innej rzeczywistości. Takich miejsc w całej Polsce są jestem pewna dziesiątki, mam nadzieję, że każde z was znajdzie je choć na chwilę dla siebie.

 

Dla tych, którzy jeszcze nie slędzą zachęcam do polubienia mojego Fanpage na Facebooku

 

Windy Days

Windy Days

London Sunshine

London Sunshine